Tristan Mottier - Nordeuil - XL






Ponad 35 lat doświadczenia; były właściciel galerii i kurator w Museum Folkwang.
Ochrona nabywców Catawiki
Twoja płatność jest u nas bezpieczna, dopóki nie otrzymasz przedmiotu.Zobacz szczegóły
Trustpilot: 4.4 | opinie: 136997
Doskonała ocena na Trustpilot.
Opis od sprzedawcy
30 edycji tego dzieła
4/30 dla tej na wystawie.
Wymiary: 60/40 cm
Zagubiony w zimnym, opuszczonym krajobrazie samotny dom wznosi się naprzeciw bezmiaru. Szare światło ledwo rysuje swoje kontury, jakby wahało się pokazać je w pełni.
Wydaje się stać na nogach z instynktu, z uporu, także ze zmęczenia — na podobieństwo człowieka, który mógłby tam mieszkać.
Dookoła nic.
Cisza, mgła, ciężkie powietrze, które przytłacza świat.
Atmosfera, która nie chroni: ona eksponuje. Obnaża. Pokazuje to, co zwykle ukrywa się.
Ta scena nie jest krajobrazem.
To zmaterializowany stan duszy.
Widać tu dobrowolną izolację, wewnętrzne zużycie, wycofanie się z hałasu, odrzucenie systemu, poszukiwanie miejsca, w którym w końcu można oddychać — nawet jeśli powietrze jest ciężkie.
To surowa, prawie prymitywna wizja człowieka, który wybrał, by trochę zniknąć, by całkowicie się odnaleźć.
Dom staje się lustrem:
delikatnym, lecz wytrwałym schronieniem, zbudowanym na granicy wytrzymałości i rezygnacji.
Schronienie dla tych, którzy idą sami, dla tych, którzy idą naprzód pomimo wyczerpania, dla tych, którzy znają depresję, nigdy jej nie nazywając.
Dzieło uchwyca ten moment, w którym nie uciekamy już od świata... wyrywamy się z niego.
Stajemy się kimś innym.
Stajemy się eremitą samego siebie.
30 edycji tego dzieła
4/30 dla tej na wystawie.
Wymiary: 60/40 cm
Zagubiony w zimnym, opuszczonym krajobrazie samotny dom wznosi się naprzeciw bezmiaru. Szare światło ledwo rysuje swoje kontury, jakby wahało się pokazać je w pełni.
Wydaje się stać na nogach z instynktu, z uporu, także ze zmęczenia — na podobieństwo człowieka, który mógłby tam mieszkać.
Dookoła nic.
Cisza, mgła, ciężkie powietrze, które przytłacza świat.
Atmosfera, która nie chroni: ona eksponuje. Obnaża. Pokazuje to, co zwykle ukrywa się.
Ta scena nie jest krajobrazem.
To zmaterializowany stan duszy.
Widać tu dobrowolną izolację, wewnętrzne zużycie, wycofanie się z hałasu, odrzucenie systemu, poszukiwanie miejsca, w którym w końcu można oddychać — nawet jeśli powietrze jest ciężkie.
To surowa, prawie prymitywna wizja człowieka, który wybrał, by trochę zniknąć, by całkowicie się odnaleźć.
Dom staje się lustrem:
delikatnym, lecz wytrwałym schronieniem, zbudowanym na granicy wytrzymałości i rezygnacji.
Schronienie dla tych, którzy idą sami, dla tych, którzy idą naprzód pomimo wyczerpania, dla tych, którzy znają depresję, nigdy jej nie nazywając.
Dzieło uchwyca ten moment, w którym nie uciekamy już od świata... wyrywamy się z niego.
Stajemy się kimś innym.
Stajemy się eremitą samego siebie.
